Pięć lat wcześniej...
-Mamusiu...-wyszeptała dziewczynka z niepokojem. -Boję się-wypowiedziała to z niemałym szlochem.
Złotowłosa kobieta z mocnymi rysami twarzy, które wskazywały na obce pochodzenie, nagle zrzuciła z twarzy strach i przykryła go spokojnym uśmiechem. Jej bladoniebieskie oczy, czerwone w kącikach od zmęczenia błysnęły współczuciem.
-Moja mała Hiroko...-jej matka nigdy nie skracała tego imienia i wypowiadała je zawsze z tą samą zaciętością, która krążyła w jej żyłach. -Jesteśmy tu...bezpieczne-dodała w myślach.
-Bezpieczne?-najwyraźniej wyczytała to mała.
Kobieta ledwo powstrzymała się od łez.
-Tak kochanie-skłamała. -W końcu to nasz dom-uśmiechnęła się z już napływającymi łzami.
Siedziały one w kącie pokoju, a ich zziębnięte ciała przykrywał stary, podarty koc. Z zewnątrz dobiegały odgłosy zamieszek;miasto niegdyś spokojne i życiodajne stało się samo wymierzającym karę sądem. Właśnie teraz można było się rozliczyć z kimś kto wisi nam kasę i wbić mu kosę w żebra. Społeczeństwo było zawsze poukładane, nauczone co trzeba, a czego nie. Lecz ile można wytrzymać z wyznaczonymi zasadami? Złamanie ich przynosi przyjemność, która nie zaspokaja i pragniemy więcej nie patrząc na poczucie moralność.
Nagle od strony drzwi rozległ się mocny huk, jakby kopnięcie potężnego, stalowe buta.
-Aniołku proszę cię błądź teraz cicho i nie krzycz-szeptała matka.
Dziewczynka aż podskoczyła na dźwięk huku, lecz wiedziała że każdy nawet najmniejszy szmer może zdradzić ich położenie. Nastała cisza po której rozległ się kolejny, głośniejszy huk lecz nie był skierowany w ich drzwi. Kobieta wiedziała, że był to dźwięk wyważanych drzwi u sąsiadki na przeciwko ich mieszkania. Po chwili dało się słyszeń stłumiony krzyk staruszki, który ucichł po minutowej szarpaninie.
-Pani Terry...-szepnęła dziewczynka krztusząc się łzami.
-Cicho-skarciła ją matka popadając w zamyślenie. To nie są zwykli wandale, oni czegoś szukają. Ktoś przyłożył do tego chaosu swoje brudne łapska i nie odpuści póki nie wygra.
-Nie ukrywajcie się!-zachrypły krzyk i niczym domek karciany rozsypujące się na kawałki drzwi wylądowały trzy metry dalej.
Matka dziewczynki była piękna, lecz tak chuda że każdy cios mógłby złamać ją wpół, ale to jej nie przeszkadzało gdy chodziło o bezpieczeństwo dziecka. Wyskoczyła z koca i stanęła jak wryta patrząc na piątkę dobrze uzbrojonych mężczyzn o posturze mocnej jak dąb. Niewiele myśląc chwyciła dziecko i rozbiła okno.
-Ej laluniu jak ci zaraz prasnę to ci się perełki posypią!-krzyknął jeden z nich i doskoczył do kobiety, lecz ona z precyzyjną szybkością przerzuciła dziewczynę przez okno. Hiroko wylądowała na śliskiej od deszczu dachówce i przeturlała się rozdzierając starą, wypłowiałą sukienkę. Gdyby nie mocna, stalowa rynna dziewczynka dawno leżałaby pod blokiem z roztrzaskaną głową. Przypomniała sobie o obietnicy złożonej matce "Gdy czas przyjdzie na naszą rozłąkę, nigdy nie będę patrzeć się za siebie".
Ciche wspomnienie dało jej siłę, po której wstała i z niemałą prędkością przebiegła przez resztę dachu, co chwilę poślizgując się i ledwo ratując od upadku. Dam radę. Tyle lat mama mnie szykowała do tej chwili, nie mogę jej zawieźć. Przyspieszyła gdy jej oczom ukazała się krawędź dachu i początek drugiego bloku. Dam radę, muszę tylko skoczyć. Rzeczywiście skoczyła, wyładowując na bezpiecznym podłożu, lecz nie przerwała biegu i nie uległa zbędnej euforii. Przez swoje jedenastoletnie życie nigdy nie dała ponieść się jak twierdziła "zbędnym" uczuciom towarzyszącym sukcesowi. Biegła jak w transie, już nie wiedziała gdzie, a zimno wymieszane z adrenaliną źle wpłynęły na tok jej myślenia. Mamusiu.
-Hiro!
Odwróciła się i poczuła mocne uderzenie w głowę, po którym upadła na zimną, mokrą dachówkę.
-Przepraszam cię mała-zaśmiał się i uniósł dziewczynkę. -Sieroty łatwo popadają w nienawiść, a ze mną będziesz bezpieczna na tyle ile przydatna.
sobota, 28 listopada 2015
Prolog
W sercu dużego, zamieszkałego obszaru zawsze kryje się dużo mrożących krew w żyłach tajemnic.
-Ile jeszcze?-cisza.
-Ile jeszcze?!-głośne wtórowanie pytania.
Ciszę zakończył jedynie rozpoczynający się lekki deszcz.
-Nie masz zamiaru mi odpowiedzieć?-warkot. -A więc sama się dowiem!-krzyk rozniósł się obijając o taflę wody którą po chwili ktoś zakłócił swoim ciałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

